Wróciłam właśnie z lasu. Smutnego lasu. Ogołoconego z liści. Szarego, nostalgicznego.

Lasu, którego dotknęła wichura, dotknął człowiek. Siedziałam na wyrwanym z korzeniami drzewie.Siedziałam, zastanawiając, gdzie jego koniec a gdzie początek.

Zastanawiałam, obserwowałam, płakałam…

we mnie jest las

Kiedy ostatni raz byłaś w lesie? Kiedy samotnie, nieśpiesznie spacerowałaś, niesiona głosem serca. Szłaś bez zastanowienia. W prawo, lewo, prosto. Naturalnie. Z serca. Z wyłączoną głową. Nie rozmawiałaś, bo nie miałaś z kim, nie zaglądałaś w telefon, bo zostawiłaś go w domu. Mogłaś w końcu być sama ze sobą i nie czuć się przy tym sama.

W lesie przecież mamy kompanów. Miliony istot, stworzeń i kosmosów. Ukochane piękne, dostojne drzewa, które emanując swoją mądrością, pomagając przemierzać ścieżkę z autentycznością.
Gdy tak spaceruje bez przeszkadzaczy, wyostrzają mi się zmysły.
Widzę, słyszę i czuję więcej! W sercu pojawia się spokój.
Obecność.
Cudowne tu i teraz.
Gdy wchodząc do lasu, zauważam, że ptaki nagle przestają śpiewać.
Cisza zwiastuje przybycie obcego.
Nie lubię jej, jest taka ciężka! Ale dzięki niej zaczynam się „starać”.
Wiem, że duchy lasu, zaakceptują mnie tylko czystą i lekką.
Fauna i flora, nie potrzebuje moich problemów, rozkmin i cywilizacyjnych naleciałości. Przebojowości i śmiałości.
Las ma w dupie, co mam, co robię, kim jestem. Co osiągnęłam. Ile zarabiam. Czy mam pasję, rodzinę, partnera.
Jego interesuje, czym emanuje.
A emanuję zawsze czymś innym…
Raz czuję się obserwowana, wręcz szpiegowana. Obca. Obca dla niego, obca dla siebie.
Innym razem jestem częścią pięknej idealnej całości. Wtedy każdy krok jest jak czuły dotyk. Oddech wydaje się równy. Taki sam dla drzewa, liścia, czy jeża.
Ptaki śpiewają, zwierzęta się zbliżają. Życie się toczy, ja jestem elementem całości.
W dni gdy moje myśli nie gnają, gdy czuję się zbalansowana i osadzona. Natura przyjmuje mnie z otwartymi ramionami. Stapiam się z nią.

ODCZUWAM wyjątkowo wyostrzonymi zmysłami.

Kocham gdy ptaki, które zamilkły zwiastując nadejście obcego… znowu śpiewają na całego!
Gałęzie i drzewa zmysłowo się o siebie ocierają. Raz delikatnie, innym natarczywie.
Skrzypią i jęczą, jakby prowadziły grę wstępną. Liście szeleszczą pod stopami. Przymarznięty mech wręcz skrzypi pod butami (ach, jakby się chciało być na bosaka).
Sarny, lisy, zające zajęte swoimi codziennymi rytuałami przechadzają się ulubionymi ścieżkami. Gdzieniegdzie widzę koniczynę. Ogrzana liśćmi zachowała swą soczystą piękną zieleń, trzyma się ostatkami ciepła, cieszy dniem nocą i chwytając każdy moment życia.
Są i one!
Wszechobecne połamane gałęzie, po których chodzę. Te wiszące na ostatnim włosku, zahaczone o inne, świszczą mi nad głową. Są też takie, o które się potykam-złamane w pół pnie. Zmęczone życiem. Poddane próbie. Świadkowie kataklizmu. Wyrwane z korzeniami, zmaltretowane.
Od systemu oddzielone…
Leśne pobojowisko. Wywołuje u mnie ogromną nostalgię. Kontemplację i egzaltację metafor.
We mnie jest las.
We mnie i w Tobie… miliony drzew
System korzeni, połączeń, tuneli.
Las z dziada pradziada. Trwa, choć coraz częściej niszczony. Poprzewracane drzewa, wyrwane z korzeniami… brutalnie rozdzielone z przodkami.

Pęd jest jak wiatr. J
ak wichura, która oddala od domu i rdzenia.
Każe gnać… Po chwili biegu, zapominasz, kim jesteś. Skąd pochodzisz. Czego pragniesz i co tak właściwie robisz.

Pustka nie do wypełnienia.
Brak przynależenia.
Napędzana sztucznymi potrzebami-pogoń za marzeniami.
Sprawia, że nieustanie chcesz więcej mieć, zapominając jak BYĆ.
Stajemy się zmęczeni.
Łakniemy, ale nie jemy.
Bojąc się bliskości.
Żyjemy w samotności

– jak bez korzeni pnie.

.

.

.

z miłością

Karolina

.

.

.

.

„Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba, jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła”

/Carl Gustaw Jung/


4 Komentarze

Alutka · 10 grudnia 2019 o 07:38

Cudownie! Łaknę natury, pragnąc wyrwać się z korporacyjnej szklanki… Chcę wziąć głęboki oddech i poczuć zew wolności, promienie słońca na zszarzałej skórze… Wsłuchać się w melodię, którą wyśpiewują ptaki i poczuć wolność… Piękny wpis!

    misty · 10 grudnia 2019 o 16:10

    Dziękuje 🙂 Czas pragnienia i marzenia zamienić w czyny 🙂 Posłuchaj serduszka. Iść choćby do parku, do najbliższego zielonego zakątka. Wsłuchać się w to co do powiedzenia ma najbliższa natura. Ja właśnie wróciłam z korporacyjnej szklanki, stawiam kropkę i idę się samotnie przejść 🙂 W sumie nie samotnie, będę spacerować w towarzystwie gawronów:)

Ola · 10 grudnia 2019 o 08:28

Krążenie po lesie bez celu wypełnia bardziej niż cokolwiek, co można kupić. Najpiękniejsze uczucie, to takie, gdy po raz kolejny losowo skręcasz w którąś stronę i nagle odkrywasz niesamowite miejsce, które miałaś tuż pod nosem, to dopiero napełnia! Spacer z psem powoduje, że jesteś w harmonii, ale nie sama, bo z psem jednak mi lepiej.
PS. Telefon zabieraj, choćby wyłączony, miej w kieszeni, na wszelki wypadek.

    misty · 10 grudnia 2019 o 16:06

    Ostatnio właśnie lekko zabłądziłam i żałowałam, że nie mam telefonu, bo powoli robił się zmrok, a ja nie do końca wiedziałam, jak wracać. Udało się i nie nocowałam z sarnami 😛 Mimo wszystko telefon jakoś mi nie pasuje i bardzo mocno przeszkadza w trakcie spacerowania. Muszę sobie nadajnik załatwić:D Z psem faktyczni jest tak jakoś „bezpieczniej” z drugiej strony z mojego straszny cykor i szczekając płoszy zwierzynę:P, Ale kocham, jak jest obok i tak, jak Ty uwielbiam odkrywać, to co tuż pod nosem… a jednak trzeba zboczyć, by do tego dotrzeć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *