Zdarza się, że dzień zaczął się od wstania „lewą nogą”, że mamy dużo zmartwień w domu i pracy i potrzebujemy jakiegoś skutecznego, szybkiego sposobu na poprawę nastroju.

Sposoby na poprawę nastroju, każdy ma swoje, sprawdzone i polecone. Jedni puszczą, muzykę, drudzy napiją się kawy, a jeszcze inni zamkną na godzinę w łazience próbując zagłuszyć wodą myśli. Oczyścić się. Poprawienie nastroju jednego dnia jest łatwe, drugiego trudne. Na to recepty, nie mam. Mam za to listę moich sprawdzonych pomagaczy:)

1.Obcowanie z moim PSEM.

We Wrocławiu nie mam psa, jest w moim domu rodzinnym. To ja go zabrałam od mechanika mojej przyjaciółki, ja go przywiozłam moim rodzicom i ja jestem jego pierwszym człowiekiem. On ma fioła na moim punkcie, a ja na jego. Nic mi tak nie wpływa na poprawę mojego nastroju, jak bieganie z nim po trawie, rzucanie mu piłki, czy przekomarzanie się. Gdy budzę się rano i jestem bez przyczyny zdołowana, wystarczy, że otworzę oczy, ruszę się. A Radar macha ogonem, liże mnie i na wszystkie możliwe sposoby pokazuje, jak się cieszy, że może ze mną rozpocząć dzień. Moje serce pęka z miłości i radości. Gdy patrzę się, jak biega beztrosko, jak gania muchę, czy dumnie idzie na smyczy – jestem wdzięczna, że wszechświat zesłał mi ten 4 nożny skarb. Kocham Radara i obcowanie z nim uczy mnie radowania się z zieleni trawy, świecącego słońca i niebieskiego nieba. Czyż to nie jest wspaniałe, że dziś znów nastał dzień i możemy iść się bawić?

2. Przebywanie na świeżym powietrzu, spacery, chodzenie na BOSAKA po trawie.

W mieście mniej możliwości beztroski i szaleństwa na świeżym powietrzu. Na szczęście we Wrocławiu mamy piękne parki, które pozwalają zbliżyć się do natury. Lubię patrzeć na mieniące się w słońcu liście, na majestatyczność drzew, lubię siedzieć na ławce i być cichym obserwatorem toczącego się życia. Latających robaczków, śpiewających ptaków, ciekawskich wiewiórek, czy niewidzialnych kun. Lubię słuchać szumu drzew, lubię wmawiać sobie, że przekraczając granice parku, przenoszę się w czasie i miejscu i wchodzę do mojej osobistej Narni. Park lubię chyba najbardziej o zmroku, gdy nikogo w nim nie ma i szykuje się do snu. Obcowanie z naturą, jej bliskość pozwala się zatrzymać i zapomnieć o błahostkach, którymi za bardzo się przejmuje i ogromnie wpływa na poprawę podłego nastroju.

3. Po prostu JOGA

Nie wiem, czy znacie ten stan, który przypomina przedawkowanie kawy. Od środka mnie telepie, ręce niby spokojne, ale serce bije mi jak oszalałe, moje wnętrzności przypominają grzechotkę. Cała się telepię i za cholerę nie mogę przestać. W takim stanie nie jestem w stanie zrobić po prostu nic. Nie mogę myśleć, nie mogę nie myśleć. Wkurwia mnie wszystko i najchętniej to bym przed tym telepaniem uciekła, wyskoczyła z okna i zostawiła je na piętrze. W takich chwilach pomaga mi joga. Koncentruje się na oddechu i robię podstawową sekwencję. Pies z głową do góry, pies z głową na dół, pies z głową do góry i na dół. Wdech i wydech, wdech i wydech, noga do góry, noga w dół. Tak 10 uspokajających minut działa cuda! Polecam! Potrzebna jest tylko twoja gotowość i chęć zmiany. Nie potrzebujesz maty, specjalnych ciuchów. Po prostu zacznij oddychać! Zrób skłon, podnieś się i działaj. Jak masz na sobie obcisłe niewygodne jeansy czy spódniczkę – rozbierz się do majtek i rób, co trzeba!

4. Odpuszczenie i AKCEPTACJA

Brzmi absurdalnie, ale w momentach totalnego zjazdu emocjonalnego, po prostu pogadaj ze swoim smutkiem. Zaakceptuj go. Powiedz „kocham Cię smutku” „rozgość się” „wszystko będzie dobrze”.  „No chodź, przytul się”. „Jesteś mój smutku, jesteś częścią mnie, wiem, że czasami Cię mnie brakuje”.  Kocham siebie i kocham Ciebie, więc DAWAJ!
Dawaj, wszystko, co dla mnie masz!

Muzyka i taniec – WOLNOŚĆ

Mam jeden utwór, który działa na mnie, jak zastrzyk DOPAMINY. Nie potrafię tego określić w zależności od wieku i aktualnego stanu hmm dojrzałości i problemów, z jakimi się zmagam, zawsze miałam, jakiś taki utwór, do którego jak wariatka tańczę i skaczę i się turlam. Do którego nucę na całe gardło i kręcę się jak bączek. Mój aktualny numer jeden, już od jakiś 3 lat hmmm albo 4 :> to Dvorak. No po prostu się rozpływam, przepływają przeze mnie wszystkie emocje od smutku, złości do radości i euforii – jest to coś Fantastycznego taka transformacja, której nigdy nie zrozumiem. Po szalonym tańcu do tego utworu moje oczy błyszczą, jak szalone a serce klaszcze!

5. Spotkanie z PRZYJACIÓŁMI

Nie ma to, jak wino i ploty. Wygadanie się pomaga każdemu. Zaufany przyjaciel, który jest, który wysłucha. To SKARB! Bo nie chodzi o to, by ktoś rozwiązał mój problem, ale by ktoś po prostu był i posłuchał tego, z czym sobie nie radzę.

6.Rozpieszczanie SIĘ

Długa kąpiel albo prysznic w przystrojonej świeczkami łazience, zabranie siebie na masaż, do kosmetyczki, nasmarowanie balsamem, zrobienie pięknego makijażu, nałożenie maseczki, ubranie seksownych ciuchów, wyjście na randkę z samym sobą do ulubionej kawiarni. Zadbanie o siebie! O ciało a co za tym idzie – ducha. Po prostu daj sobie, to na co wcześniej skąpiłaś. Zajmij się tym, na co nigdy nie masz czasu, albo środków. Raz na jakiś czas MOŻNA POMYŚLEĆ TYLKO O SOBIE I SIEBIE ROZPIEŚCIĆ!

7. Wielka miska Spaghetti

To ostatnie, ale czasami najważniejsze! Bo gdy mi źle i smutno robię sobie OGROMNĄ michę spaghetti, kupuję czekoladę z orzechami i zapycham smutek! Tak! Każdy ma swoje sposoby, a moje nie ograniczają się do tego, by medytować i oddychać, biegać na świeżym powietrzu. Czasami po prostu potrzebuję miski spaghetti 😉

 

To by było na tyle. Oczywiście mogłabym dopisać jeszcze tuzin innych punktów, ale te są najważniejsze;)

A Wy jakie macie sposoby na poprawienie nastroju? Korzystacie z nich, czy odpychacie, to co działa uspokajająco i od razu wybieracie spaghetti?

Kategorie: Duchowość

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *