W ostatnim wpisie (Jesień nie taka straszna) odczarowywałam okres jesienny. W dzisiejszym chciałabym się skupić na rzeczach, czynnościach, które pozwalają cieszyć się jego magią. Pomagają przetrwać mroki i chłody. Skupić się na pozytywach i plusach. Mowa tutaj o wszelkich umilaczach, ocieplaczach, elementach, które pojawiają się tylko w tym czasie. O aktywnościach, które sprzyjają tej jesienno-zimowej porze. Zapraszam zatem do mojego zimowego niezbędnika!

jesienno - zimowy niezbędnik

Dla uproszczenia podzieliłam go na kilka kategorii:

 

1. UBRANIA

 

Będąc rasowym zmarzlakiem na szczycie listy, umieściłam termiczną odzież z wełny marino.
Odzież termiczna jest najważniejszą częścią mojej garderoby.
Jest to mój absolutny must have! Bez względu na to, czy jestem akurat na stoku, czy popierdzielam po mieście. Nie noszę rajstop, noszę odzież termiczną. Na nią zakładam legginsy albo jeansy.
Gdy jestem na nartach, czy desce i jest naprawdę bardzo zimno… zakładam dwie pary (pamiętając o tym, by ciuchy nie ograniczały mojego krążenia).
Odzież termiczna to mój niezbędnik nie tylko w okresie zimowym. Mam ich kilka par, z różnych materiałów. Te najcieplejszych z wełny marino używam tylko zimą. Inne oddychające zabieram ze sobą na różnego rodzaju wyjazdy. Bez względu na szerokość geograficzną i panującą temperaturę.
Odzież termiczna zawiera mało miejsca, mogę ja upchnąć do nerki i gdy potrzebuje, jest pod ręką.
Daje ciepło i komfort, jest to całoroczny, nie tylko zimowy niezbędnik.

 

 

Czapkę noszę cały rok.
Lżejszą bądź grubszą, ale bez czapki się nie ruszam. Jak jest ciepło mam ją w torebce, na wypadek, gdyby niespodziewanie zaczął wiać wiatr.
Czapka może być z wełny (wtedy koniecznie podszyta polarkiem) albo beanie z miłej grubej bawełny, gdy mocno wieje wtedy taka z windstopperu:)
Czapek mam tysiące i cały czas mi ich przybywa.
Wiem, że są osoby, które czapek nie lubią, albo wyparły potrzebę, noszenia nakrycia głowy ze względu na chęć posiadania zawsze nienagannej fryzury. Wszystko rozumiem, ale ja bez czapki się nie ruszam!
Nic mnie tak nie wkurza, jak osoby, które chcą mi ją z głowy zdjąć! To jak zamach na królewską koronę!

 

Nie lubimy się za bardzo z golfami.
Duszę się w golfach, cieszę się, że chociaż szalikami bardzo dobrze się rozumiemy. Szalik jest sprawdzonym przyjacielem chroniącym szyję i kark.
Lubię różne kolorowe szale, cienkie kominy, które można założyć pod kask, chroniąc potylicę przed delikatnymi podmuchami wiatru, czy śniegiem. Uwielbiam też kominy z miłego i przyjemnego w dotyku misia, czy futerka. Szale, podobnie jak czapki towarzyszą mi przez cały rok.

 

Wełniane, miłe skarpety to towar deficytowy.
Cenię wełniane skarpety, ponieważ są ciepłe i gdy spoci mi się w nich stopa, odprowadzają wilgoć na zewnątrz. Dzięki czemu stopy nie marzną i są cały czas chronione przed temperaturą. I nie ściemniajcie mi, że wasze stopy, się nie pocą! Co jak co, ale robotami nie jesteśmy i jeżeli używacie antyperspirantów pod pachami, chyba zdajecie sobie sprawę, że nie tylko one się pocą. A stopy mają robotę znacznie cięższą niż pachy. Noszą nas przez trudy każdego dnia. Jeżeli myślicie, że jest im lekko i że zamknięte w skarpetach i obuwiu z ograniczonym dostępem powietrza są nieskazitelnie świeże, to naprawdę zabawni jesteście.
Wszystkim ceniącym sobie ciepło i komfort odradzam zakup akrylowych sztucznych skarpet!
Ohydka!
Nie kupujcie poliestrowych skarpet! Albo, jak już was tak ten design urzeka, to kupcie… i zobaczcie różnicę! Od chodzenia spocą wam się stopy i ta wilgoć momentalnie wywoła przeszywające zimno. Pot to wilgoć, wilgoć to woda, a woda w niskich temperaturach zamarza… I smuteczek, w narciarskich butach — dramat. Sprawdzajcie składy skarpet a komfort waszego życia, przeskoczy na wyższy level:D

 

Moje podejście do mody jest niekonwencjonalne. Ma być praktycznie wygodnie!
A buty mają mnie chronić przed zimnem! Chronić! Nigdy nie wybieram butów dla wyglądu.
Jak wyglądają spoko i spełniają swoją funkcję, to super!
ALE… jeżeli wyglądają ładnie, a są gówniane… niech spadają na drzewo!
Moje obuwie zimowe musi być przede wszystkim WYSOKIE!
Nie chodzi tu o obcas, platformę, koturn, czy szpilkę! Chodzi o izolację od ziemi. Im grubsza warstwa gumy, skóry czy innego tworzywa (które separuje mnie od podłoża), tym lepiej!
Cienkie podeszwy sprawdzają się wiosną, czy latem. Buty z grubą podeszwą to absolutny zimowy niezbędnik, dla osoby ceniącej sobie komfort!
Oprócz grubej podeszwy obuwie powinno być za kostkę (by nie wpadł do buta śnieg, czy woda) mieć porządne ocieplenie (najlepiej jakieś owcze futerko) wszędzie (często ocieplenie znajduje się dookoła kostki a pod stopą mamy zwykłą cienką wkładkę!).
Być nieprzemakalne… ten element jest najcięższy do wykonania.
Dlatego, jeżeli wasz upragniony but nie ma GoreTexu, a ma grubą podeszwę, dobre ocieplenie i można iść w nim na bal, to popsikajcie go impregnatem i cieszcie się z plusów, których wiele par nie ma.
Nie można mieć przecież wszystkiego:(
Jeżeli natomiast znajdziecie waszą wymarzoną parę butów i jest  ona funkcjonalna, piękna oraz ma GoreTex … to bez zastanowienia kupujcie!
Wiem… będzie kosztowała miliony monet, ale para dobrych butów jest bezcenna!
Ja jestem fanką Moon Bootów. Uważam, że ich cena jest zaporowa, ale niestety lepszej opcji na życie w zimowej krainie nie znam. Moon Booty skradły moje serce i przemarznięte stopy.
W mieście nie mają takiego pola do popisu, jak w zaspach, ale… jak już przyjdzie ten naprawdę mroźny dzień i założycie je na stopy, to uwierzcie, że gdy tramwaj zacznie się spóźniać, stojący z wami na przystanku ludzie, będą patrzyć na te buty i na was z zazdrością!
Ciepłą i ładną opcją na zimne dni, do miasta i na wypad na narty są trzewiki mark Rieker, dostępne w CCC. Trafiłam ostatnio i przymierzam się do zakupu.
Są bardzo wygodne i co dla mnie ważne – wąskie (mam problem ze znalezieniem obuwia w moim rozmiarze), są ciepłe i dobrze izolują od podłoża. Hej CCC, może jakaś zniżka za polecenie?? Hahahah 😛

 

Kurtka, płaszcz. Jak zwał tak zwał….co chciał ten miał.
Ciepła musi być, wygodna musi być i obowiązkowo ma zakrywać dupę! Jak chłód podwiewa mi plecy, to dostaję wścieklizny. Zasada ta tyczy się wybierania kurtki narciarskiej i kurtki miejskiej. Ma być ciepło, wygodnie i pupa ma być otulona!

 

Ciepła polarowa/pluszowa bluza, wełniany sweter.
To elementy garderoby, które po prostu trzeba mieć! Możesz się w nie odziać, oglądając Netflixa i w radości pić herbatę. Możesz zabrać na wyjazd. Idealna na co dzień, pozwala cieszyć się ciepłem i komfortem w każdej sytuacji.
W zależności od tego jaki macie styl, na taką bluzę/czy sweter postawcie. Na pewno się przyda i docenicie uniwersalność tej części garderoby.
W szafie mam milion takich ciepłych polarków, czy misiowych sweterków, zakładam zawsze, wtedy gdy potrzebuje ciepełka, ciepełka i jeszcze raz ciepełka.

 

Tyle na temat moich zimowych outfitów!
Zapomniałam tylko wspomnieć o rękawiczkach 😉
Tak! Noszę rękawiczki!
W Zieleńcu są to TYLKO mitenki (od dziecka na narty nie założyłam innych niż dwupalczaste), będąc w mieście łapię pierwsze lepsze, które mam pod ręką… moje ulubione to również mitenki zakupione na jarmarku świątecznym… z CIASTECZKOWYM POTWOREM <3 i tym miłym akcentem możemy płynnie przejść do jedzenia:P

 

2. JEDZENIE

 

Ciasteczkowy Potwór uwielbia ciasteczka, a ja uwielbiam je piec;)))) Moje ulubione ostatnio to maślane z posypką cukrową:P
Pierników jeszcze nie piekłam, ale jutro to się zmieni.
Mimo wszystko nie lubię ich wycinać i szukam jakiegoś super sprawdzonego przepisu na maślane z czekoladą. Jak ktoś ma, proszę, podziel się człowieku;)
Odbiegając od tematu ciasteczek i jesienno-zimowych wypieków, mój jadłospis o tej porze różni się mocno od letniego. Jem dużo ziemniaków pod różnymi postaciami i zup. Piję wszelkiej maści rozgrzewające napoje. W sumie ta kategoria powinna nosić nazwę napoje:P
Gorące napoje to mój zimowy niezbędnik! Gorącą czekoladę, grzane wino, grzane piwo, herbatę z konfiturą, herbatę z imbirem, herbatę z cytryną i miodem, z sokiem malinowym….
Dzbanek herbaty na podgrzewaczu to mój must have!. Latem dzban stoi i się kurzy… za to obecnie używam go non stop! Polecam taki dzbanek z podgrzewaczem KAŻDEMU!
Można go napełnić, winem, piwem, herbatą, kawą, czy czekoladą i dzięki zapalonej świeczce napój będzie cały czas ciepły:)

 

 

3. DOM

 

Mój dom musi być ciepły i przytulny. Gdy przychodzi okres jesienny, spędzam w nim większość czasu.
Nie mam ochoty wychodzić do kina i mało wystawiam nosek za drzwi.
Dlatego dbam o to, by było mi w nim miło.
Otaczam się zapachowymi świecami i mięciutkimi kocykami. Sama też zakładam na siebie przytulne, wygodne domowe ciuszki, by poczuć się jak mięciutka kaczuszka.. hahahah.
Jestem fanką słodkich i jedzeniowych zapachów. Ze świeczek/wosków uwielbiam zapach Yankee Candle „Home sweet home”, i niedostępny już „Solted carmel”, którego mam resztkę;( świetnie sprawdzają się też tea lighty z IKEA o zapachu wanilii;)
4. INNE WAŻNE
Oprócz ubrań, ciepłych drinków i zapachowych świeczek w okresie zimowych wjeżdżają na tapetę aktywności i rytuały, które wymusza pogoda. Nie można grillować, czy opalać nad wodą, ale trzeba robić cokolwiek innego, by czuć się błogo…
Wspominałam wcześniej, że cierpię na brak słońca.
By chronić mój organizm i samopoczucie przed jeszcze większym spadkiem emocjonalnym zażywam krople z witaminą D+K (4 razy dziennie po kropli, pamiętajcie, że witamina D rozpuszcza się w tłuszczach, czytajcie więc skład suplementów). Jako że jestem absolutnie uzależniona od słońca, suplementacja witaminy D mi nie wystarcza.
Posiłkuję się sztucznym słońcem w postaci solarium.
Obecnie, gdy zimno i ciemno, czuje się, jak odcięta od źródła zasilania.
Solarium to minimalna namiastka tego prądu.
Skutecznie ładuje mi baterie-dostarczając ciepła i promieni, których tak bardzo mi brak.
Nie chodzę do niego codziennie. Moje sesje są krótkie, raz na dwa tygodnie funduję sobie kilka minut. Buzię i tatuaż zawsze smaruję wysokim filtrem. Moje samopoczucie po 5 minutach w tej cudownej instytucji jest po prostu ZAJEBISTE! Polecam.
Sauna to moja najlepsza przyjaciółka.
Ostatnio trochę ją zaniedbałam i publicznie za to przepraszam!
Polecam każdemu spragnionemu ciepła, wyprawę do sauny, udział w seansie, nagrzanie ciała i lodowatą kąpiel!
Wasze endorfiny oszaleją z radości, a ciało i odporność podziękują za troskę.
Pamiętajcie jednak o poprawnym saunowaniu:)
Przed seansem wymyjcie i wytrzyjcie dokładnie ciało.
Siedząc w saunie, całe ciało pozostawcie na ręczniku (stopy to też ciało).
Po seansie, przed schłodzeniem w basenie opłukajcie dokładnie ciało i dopiero cali się zanurzcie 😉
Nie korzystajcie z sauny w stroju kąpielowym.
Zdejmijcie go w szatni, jeżeli nie czujecie się komfortowo nago, owińcie się pareo, czy ręcznikiem.
Strój kąpielowy to siedlisko bakterii:( pod wpływem wysokiej temperatury i wilgoci te mnożą się na potęgę, zdejmując go przed wejściem do sauny, dbamy o swoje najintymniejsze części ciała i zdrowie innych ludzi. Poza tym mało kto w saunie lubi wdychać chlor;)

 

Jeżeli nie można grillować i pić piwka na świeżym powietrzu, można znaleźć alternatywę!
Grać w gry planszowe ze znajomymi i pić grzane piwko w zaciszu pachnącego, ciepłego przytulnego domu. Spotkanie towarzyskie to zawsze dobry pomysł, a gry bodźcują leniwy zaspały umysł!
Od początku października organizuję wtorkowe planszówki i muszę przyznać, że to był świetny pomysł. Gramy w Dixit, Chińczyka, Pokera, Dobble i marzą mi się Kalambury!

 

Rozwijanie pasji i zajawek manualno – artystycznych.
Czas jesienno-zimowy sprzyja kreatywności! Tak jak pisałam, w ostatnim wpisie, nasze prababci w tym właśnie okresie robiły na drutach, wyszywały, szyły etc.
Ja słuchając mojej wewnętrznej artystki, wzięłam się za szycie. Próbuje wyczarować swoją własną kolorową kolekcję ubrań;)
Dużo łatwiej mi zasiąść do sztalug, wręcz mnie do nich ciągnie, bo przez ostatnie kilka miesięcy nie chciało mi się nawet wyciągać farb. Ten czas w roku jest po to, by tworzyć;)
Zjazdówki, biegówki, snowboard, sanki
Tech aktywności w odniesieniu do zimy absolutnie nie mogło zabraknąć!
Urodziłam się i wychowałam w kurorcie turystycznym. Od najmłodszych lat moje życie jest nierozerwalnie związane ze sportami zimowymi.
Jeszcze nie było zimy, której nie byłabym na stoku. Nocne jazdy to największy plus krótkich dni!
To by było na tyle mojego zimowego niezbędnika. Nie wpisywałam czytania książek i oglądania seriali, bo robię to przez cały rok, natomiast naszła mnie taka refleksja, że faktycznie, od kiedy na dworze jest ciemno, oglądam więcej seriali,  przez co mniej czytam:P
No ale… wyrówna się wszystko, jak tylko będzie jaśniej i cieplej, wtedy przyjemniej mi się czyta i czytam zdecydowanie więcej niż w okresach jesienno-zimowych.
Jestem bardzo ciekawa, co WAM najbardziej potrzebne, w okresie jesienno-zimowych mroków i jak umilacie sobie ten czas? Dajcie koniecznie znać w komentarzach, co uważacie za zimowy niezbędnik!
z miłością
Karola

4 Komentarze

Halina · 11 grudnia 2018 o 17:11

Dobrze jest myśleć ,że dużo mam wspólnego ze swoją córką.
Uwielbiam wygodne ciepłe ubrania,smaczne jedzonko,przytulną atmosferę wręcz swojską w swoim domu.
Lubię zimę ale mieszkać mogłabym w ciepłych krajach gdzie cały czas świeci słońce ,które jest dla mnie bardzo potrzebne.Uzależniona jestem od słońca.Gorzej się czuję gdy go nie ma.
Ale też zima bez nart to nie zima.

    misty · 11 grudnia 2018 o 18:21

    Może kiedyś dorobię się domku w ciepłych krajach i będziemy smażyć tyłki przez cały rok, a na narty jeździć na wakacje:)

Marti · 12 grudnia 2018 o 15:48

Dla mnie zima i mrozy = wycisk na siłowni! Nic tak nie rozgrzewa jak dobry trening 🙂 Potem można bez leżeć plackiem na kanapie, ze stópkami na kaloryferze i bez wyrzutów sumienia opędzlować ciacho z wielkim kubkiem kakao 🙂 Do tego wszelkie ozdoby świąteczne, lampeczki, bombeczki, reniferki – must have! Polecam też odkrycie pośredniego roku – zbiór zimowych piosenek przy „klipie” zrobionym z trzaskającego kominka ❤ Poezja!

    misty · 13 grudnia 2018 o 17:53

    Ja z tą siłownią, to o tej porze roku się nie lubię. Wyjście w te mroki na zewnątrz… Brrrrrr, ale zgadzam się, że jak się poćwiczy i dupę rozrusza, to bez skrupułów ciastka można wcinać:) Dlatego pilnuje się, by codziennie serię przysiadów, wykroków i wykopów zrobić. Później można jeść:D Ten klip to na youtubie? Czy twoja playlista a kominek się pali na ekranie? Ponoć producent świeczek Woodwick wypuścił takie, co podczas spalania wydają dźwięk właśnie trzaskającego kominka;) Więc mały kominek i jego odgłosy masz w zasięgu wzroku i słuchu (i jeszcze ładnie pachnie:)).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *