Pies. Najlepszy przyjaciel człowieka. Wierny kompan, który ukocha zawsze, mimo wszystko. Po prostu, bo …  JESTEŚ.

Kocham mojego psa, bo nie ma pretensji, nie stroi fochów, nie ma się w stosunku do niego oczekiwań.
Akceptuje się jego naturę. Od tych leniwych kanapowców nie wymaga się maratonów, a od szalonych terierów flegmatyzmu i opanowania. Kocham mojego psa. Kocham nad życie.
Za to, że po prostu JEST.
Dlaczego miłość do mojego włochatego przyjaciela, tak trudno odtworzyć w relacji z drugim człowiekiem?
Dlaczego nie potrafię kochać i akceptować mimo wszystko? Bez próby wprowadzenia zmian, bez namawiania na coś, na co druga osoba nigdy nie ma ochoty. Dlaczego nie oczekuję od psa, a oczekuję od drugiego człowieka? Dlaczego nie potrafię sobie tego wszystkiego dać, tylko chcę, by ktoś mi ofiarował czas, uwagę, zainteresowanie, towarzystwo, miłość. Dlaczego kocham mojego psa, a ciężko mi zbliżyć się do partnera?
A może nie oczekuję od psa, bo jest jednostajny i stały w „okazywaniu uczuć”. Ma prostą naturę. Proste potrzeby. Musi zjeść i wyjść na dwór. Miłość, uwaga i zabawy to dodatki, których go uczymy. Ilu jest wiernych psiaków, posiadających bestialskich właścicieli, a te zwierzaki i na tych bezdusznych bydlaków patrzą z miłością. Mogą być przywiązane do budy na krótkim łańcuchu, a i tak będzie się cieszył, gdy jego Pan wróci czy to z meliny, czy z pracy. Pies po prostu KOCHA.
Przecież można by się cieszyć z obiadu i spaceru, tak samo, jak pies, a smyranie za uszkiem potraktować, jako milutki dodatek i kwintesencję dobrobytu i szczęścia.
Związkowe potrzeby są inne. Głębsze, bardziej wymagające. Ludzie nie kochają po prostu, pierwszego lepszego osobnika, który stanie na ich drodze. Ludzie dojrzewają do miłości. Ludzie się wzajemnie uwodzą, poznają, rozmawiają, obserwują, dbają, troszczą. Analizują. Czy odpowiada im seks, czy czują się bezpiecznie, czy odbierają na tych samych falach? Ludzie dają i otrzymują. W relacji ze zwierzęciem, co innego daje pies, co innego człowiek. Pies jest zależny od człowieka, w zamian za troskę może mu ofiarować jedynie (i aż) atencję i miłość.
My możemy dawać sobie więcej, ale czasami brakuje tej prostej, typowej dla psów uwagi i bezwarunkowej miłości. A szkoda, pewnie współżyłoby się łatwiej.

Jakie to piękne, że mój pies codziennie rano patrzy się na mnie z taką samą miłością i uczuciem, jak dzień (miesiąc, rok, 5 lat) wcześniej. Dzięki niemu czuje się dobrym człowiekiem. Wystarczy jedno spojrzenie. Jeden atak euforii z jego strony, gdy budzi się rano i odkrywa, że ja też przeżyłam noc. A moje serce rośnie i ma zamiar wybuchnąć z miłości.

Dzięki temu ja kocham tak samo i coraz mocniej każdego dnia, bo wiem, że niczym mnie nie zaskoczy. Jutro będzie kochał tak samo, jak dziś i wczoraj. Nie boję się, że pewnego dnia przestanie i postanowi odejść do innej. Boję się, że pewnego dnia po prostu odejdzie. Wtedy moje SERCE pęknie…

 

Śpieszmy się po psiemu kochać.

z miłością

Karola

 

 

Kategorie: Duchowość

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *