Wróciłam z późnego spaceru. Jest prawie dziś. Z przyjemnego, nocnego spaceru. Połączenia lęku z ekscytacją. Czy nie na tym właśnie polega życie? Lękamy się, ale i ekscytujemy. Czujemy dreszczyk emocji. Zastanawiamy, czy sobie poradzimy. Wątpimy, a mimo to, w to wchodzimy. Idziemy w ogień. W nieznane! Niesieni wiatrem. Nurtem rzeki. Biciem serca…

Postanowiłam pisać regularnie co tydzień, by ten czas choćby ze względu na zaistniałą sytuację statystycznie był bogatszy w te dłuższe treści. Tworzę sobie w głowie jakiś temat, jakiś projekt. Mam przed oczami tytuł kolejnego wpisu. Wpisuję go w miejsce tytułu i z nieznanych mi powodów, chaotycznie, zaczynam pisać o czymś zupełnie innym… 
Sama nie wiem o czym, ale piszę. Wrzuciłabym Ci tu link do piosenki, której słuchałam, spacerując w ciemności. W słuchawce zawieszonej na jednym uchu.
Ale nie wiem, jaka to była piosenka. Ładna. Ale nie na tyle ładna, by zainstalować słuchawkę do drugiego ucha i zapamiętać jej tytuł. Teraz mi tego żal. Być może już więcej jej nie usłyszę.

A tak pasowała do mej podróży.

Gdy jedną częscią siebie, byłam w filmie i słuchałam piosenki.
Drugie ucho nasłuchiwało.
Wymyślało.
Fantazjowało.
Podróżowało.
Teraz piszę, więc słuchają oba. A piosenka już inna. Być może Ci się spodoba:

Dobrze mi.
Może nie tak do końca na 100% codziennie. Ale w tym momencie mi naprawdę dobrze.
Czuję się szczęśliwa.
Czuję się spokojna.
Czuję się spełniona.
Wdzięczna!
Czy to nie cudowne, móc wyjść i iść przed siebie?
Iść w ciemność.
Wiedzieć, że za nią kryje się niewiadome, ale mieć odwagę się z tym zmierzyć?
Znowu to, co dzieje się na zewnątrz, obrazuje to co wewnątrz.
Trwa podróż. Trwa ekspedycja.
Czy ona się kiedyś skończy?
Oby nie!
Ale może znajdę jakiś port.
Dom.
Moje miejsce.
Otoczone górami, lasami, spoglądającymi zza krzaków sarnami.
Moją kryjówkę. Chatkę. Przytulny bunkier.
W którym położę na nago na podłodze i będę obserwować wpadające do środka promienie słońca. Mieniący się w nich pył. Mój oddech.
Dom, w  którym będę tańczyć, będę skakać i nie będę musiała niczego udowadniać.
Udowadnianie mnie męczy.
Nie chcę być jakaś!
Chce pozwolić sobie na bycie nijaką!
Na bycie nudną.
Głupią.
Brzydką.
Smutną.
Słabą!
Chcę być słaba!
Chcę być wolna!
Wolna od wymagań i zastrzeżeń.
Oczekiwań.
Od osądów.
Norm.
Świat pędzi!
Życie mija szybciej niż nam się wydaje. Zamiast delektować się każdym dniem kolekcjonujemy etykietki, lub robimy wszystko, by się ich pozbyć.
Marnotrastwo energii.

Dom, to ja, poszukiwanie dachu trwa.
.
.
z miłością
Karolina
„Jest kilka sposobów, by uwolnić się od błędnych wyborów. (…) po pierwsze trzeba przestać się oszukiwać, że uniesienia pośledniego gatunku pomogą na złamaną nogę. Trzeba powiedzieć sobie prawdę o swojej ranie i wtedy dopiero zyska się prawdziwe pojęcie o właściwym lekarstwie. Nie należy wypełniać pustki tym, co najłatwiej zdobyć, tym, co jest pod ręką. Warto rozejrzeć się za najlepszym lekarstwem. Rozpoznamy je po tym, że nie osłabia, lecz wzmacnia.”
/ Estés Clarissa Pinkola/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *