Budzisz się rano, jest ciemno, wracasz z pracy, jest ciemno. Masz wrażenie, że Polskę dotyka zjawisko nocy polarnej. W pracy nie masz okien, więc o tym, że świeci słońce, wiesz tylko ze słyszenia. You are not alone! Też cierpię. Ale po chwili zadumy stwierdzam, że jesień nie jest taka straszna! Trzeba ją po prostu zrozumieć, odczarować.

Jesień nie taka straszna

Jesień daje mi konkretnie w dupę. Jestem uzależniona od słońca i może przez nadmierne naświetlanie w okresie letnim, latanie na golasa i rozgrzewanie każdego kawałka ciałka, jest przyczyną mojego drastycznego pogorszenia nastroju, gdy słońca nagle zaczyna brakować.

Nagle jakby, ktoś mi odciął baterię, bo z ogromnych dawek witaminy D pozostają strzępy.
Ratuje mnie sztuczna suplementacja, a ostatnio z tej goryczy nawet na solarium się wybrałam (Pani obsługująca te miejsce poinformowała mnie, że witamina D zaczyna się wchłaniać dopiero po 6 minutach, a ja byłam właśnie 6 więc dupa) i się wygrzałam :)))
Słonko wpływa na mój nastrój, długi dzień również. Ciepłe wieczory, mało wymagająca garderoba, klapki, butelka wody pod pachę i życie wydaje się takie proste!
Jesień nie jest taka prosta;(
Jesienią jest zimnooo, jesienią jest ciemnoo, nic się nie chce.
Trzeba się ubierać na cebulę, klapki wymienić na trapery, pamiętać o szaliku, rękawiczkach i czapce. Butelkę wody zastępuje opakowanie chusteczek higienicznych, z napoi życie ratuje herbata pita w litrach na godzinę, co skutkuje lataniem do toalety co 5 minut…
W okresie jesiennym na nic się nie ma siły, jak już się ją znajdzie to ciemno i się nie chce i w ogóle marazm, deprecha, bez sensu, bleah… JAK ŻYĆ?
Ale, ale…
Każda pora roku jest po coś!
W naturze nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiosna, lato, jesień, zima. Każda pora roku jest ważna.
Tak, tak, wiem. Nie mamy już pór roku jak za dawnych lat. Przedwiośnie charakterystyczne dla naszego klimatu znikło i w sumie wiosny, jako takiej też już nie ma. Od razu wjeżdża lato…
No, ale, ale znowu odbiegam od tematu.
W czasach przed rewolucją technologiczną, gdy ludzie żyli z pracy własnych rąk i uprawiania ziemi.
Jesień i zima, były czasem odpoczynku.
Po intensywnych czasach plonów. Pracy od świtu do zmierzchu ludzie szykowali się na zimę. Mroczną jesień spędzali razem w jednej małej izbie. Kobiety dziergały, wyszywały i tworzyły rękodzieło, a mężczyźni odpowiadali za dostarczenie drewna na opał.
Wiem, wiem. Brzmi jak sielanka w rytmie walczyka aż skrzypce i kontrabasy słychać w tle 😛
Bo przecież zima to był najcięższy okres. Bez odpowiednio przygotowanych zapasów i wystarczającego zabezpieczenia się przed zimą można było jej nie przeżyć.
No ale po to właśnie jest JESIEŃ!
By zrobić przetwory, wydziergać skarpetki i takie tam inne rzeczy, po których zrobieniu ludzie wreszcie mogli pozwolić sobie na czas ze sobą i dla siebie, grzać się przy piecyku albo obok najbliższych, płodząc potomstwo.
W końcu to słońce wyznaczało im rytm dobowy, więc im krótszy dzień, tym więcej czasu na sen. Jesień nie taka straszna im była, wręcz przeciwnie!
Ale co do tego odpoczynku, przetworów, spędzania czasu razem, muzykowania i tworzenia rękodzieła, to głęboko wierzę, że to najświętsza zasłyszana od Babci prawda.
Okres jesienno-zimowy był okresem regeneracji, wyciszenia, spokoju i zebrania sił do pracy przez kolejne pół roku.
W dzisiejszych czasach gdy godziny pracy nie są regulowane przez koguta i słońce, a ogólne normy, nasz pierwotny zegar biologiczny wariuje.
Wariuje nasz zegar, wariujemy my.
Bo wymagamy od siebie efektywności identycznej z tą z lata, bo nie mamy siły, energii, motywacji.
Po ludzku się nam nie chce!
A w głowie krzyczy głos, że powinno się iść na siłownie, pobiegać, odwiedzić rodzinę, przyjaciół, dokończyć projekt, pojechać na weekend, spędzić efektywnie dzień po pracy. A po pracy jedyne co się chce robić, to spać.
Bo ciemno i szyszynka krzyczy ” do łóżka, do łóżka”!

Nie zachęcam do radykalnego słuchania szyszynki, ale do tego, by zastanowić się nad tym, co nam potrzebne.

Wsłuchajmy się w swoje ciało. Wykorzystaj ten okres, by pobyć z samym sobą. Zaspokoić spychane na drugi plan potrzeby.

Przeczytaj w końcu książkę, która od maja czeka na swój czas, nauczy się czegoś nowego. Zaproś przyjaciół na kolację. A może wrócisz do zapomnianych pasji?

Szykuję wpis o moim jesiennym niezbędniku. Może Cię zainteresuje, co mi pomaga  przetrwać ten czas i z czystym sumieniem stwierdzić, że jesień nie jest taka straszna, jak by się mogło wydawać;)

Póki nie ma tych tipów, wsłuchaj się w siebie 😉 I daj sobie troskę, uczucie i ciepło, które jest tak ważne w tym jesienno-zimowych czasie;)

Zaopiekujmy się sobą jak najczulszy partner. Daj sobie uwagę i zasłużony odpoczynek. Zadbaj o duszę i o ciało. A one odwdzięczą Ci się za kilka miesięcy!

W pełnej gotowości do działania i letnich wyzwań.
Kochani, spędźmy ten jesienny czas radośnie. Wyczekując świąt w spokoju, by gdy przyjdą mieć przygotowane i posprzątane serca. Otwarte na spotkanie z najbliższymi.

 

Z miłością

Karola

Kategorie: Opinie

2 Komentarze

Klauducha klucha · 5 grudnia 2018 o 19:10

Książkę Karolla pisz, bo super się czyta. Pa idę spać 😂 ja z jesienią walczyć nie będę, ale za to czuję że moje gender z pewnością ma coś z niedźwiedzia. Więc hyc, hibernacja 🙂

    misty · 10 grudnia 2018 o 21:08

    Ja też jestem zamulona i tylko bym świeczki zapalała i się kocykiem okrywała;) Ale z drugiej strony, mam ochotę piec ciasteczka, pić herbatkę, całe lato nie malowałam a teraz mam ochotę. Szyję sobie. Ty przecież zaczęłaś teraz wyszywać, a nie w okresie letnim, gdy inne sprawy na głowie były. Wypoczywaj i śpij ile potrzebujesz, po to jest jesień;)

    A odnośnie niedźwiedzia, to uważam, że jak już możesz mieć coś z Niedźwiedzicy;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *