Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad jakością własnego życia? Nie nad tym co mamy, ale w jaki sposób przeżywamy? Jak doświadczamy, czujemy, bierzemy i dajemy? Czy jesteśmy obecni i żyjemy, czy z roku na rok po prostu egzystujemy? 

Kiedy zatraciliście się w jakiejś czynności? Z głębi serca. Z samego rdzenia. Z duszy? Zapominając o istnieniu całego świata?
Wirowaliście z radością, bez poczucia, że jest, coś innego co trzeba zrobić, gdzie trzeba iść, do czego się spieszyć?
Kiedy po raz ostatni zapomnieliście o całym świecie?! Kontemplowaliście chmury, śnieg, trawę, ptaki?! Gotującą się zupę!  Waszego partnera? Psa, kota, czy żółwia?
Kiedy skoncentrowaliście się na oddechu. Na wydechu. Na zrozumieniu energii i potencjału, który w was drzemie? 
Czy kiedykolwiek przemierzyliście w myślach swoje ciało, pokonując drogę, którą pokonuje życiodajna krew?
Stopiliście się z biciem serca i jego potężną transformującą falą?
Kiedy postrzegaliście siebie za cud? A nie za coś oczywistego!?
jakość życia
Ostatnio głaskałam Radara i zatrzymało mnie bicie jego serca. Mocne, ale i subtelne. Żywe. Równe. Jak dzwon!
 Poryczałam się! Tak bardzo mnie to wzruszyło!
Patrząc się Radarowi głęboko w oczy, najnormalniej w świecie zaczęłam płakać.
Nie ogarniając, jak to się dzieje, że to serce, tę pompę ten akumulator, ma każdy z nas.
Że tego nie widać, a ma taką moc!
Moc ożywiania i odbierania życia. Wprawiania ruch i ostatecznego zatrzymania.
Jakie to piękne!
Magiczne!
Jedno serca i cała machina wprawiona w ruch. Całe nasze ciało rusza się i realizuje swój potencjał.
Magia, magia MAAAAAAGIA!
Magia, którą, tak łatwo jest zgubić.
Bo raz dostrzeganie jej jest czymś naturalnym, innym razem nawet jak mocno się koncentrujemy,  ni cholery nie można jej znaleźć!
Miotamy się i wkurzamy, zastanawiając, gdzie jest, dokąd poszła. Dlaczego zniknęła?
Ja ostatnio łapię się na tym, że w mieście gubię czar.
Że w tłumie lekko opadają mi wróżkowe skrzydełka.
Pęd i tępo są takie szybkie, że człowiek jest zmęczony samym przemieszczaniem.
I kontemplowanie kamyczków, czy liści na drzewie, tekstury kory, to jak bajki o elfach.
Moje zmysły są tak zmęczone i przebodźcowane, że nie umiem się radować i napawać codzienną magią.
No, chyba że jest czerwiec, niedziela a ja cały dzień leżę, na kocu w parku. Wtedy owszem rozpływam się z trawą i zaprzyjaźniam z robaczkami. Ale jesienią, zimą ciężko mi się szybko z miastem zestroić.
Gdy jestem w Zieleńcu, czuję, że każdy krok ma znaczenie i delektuje się nim.
We Wrocławiu gnam. Biegnę. A na delektowanie się smakiem i zapachem pozwalam gdy naprawdę mam do tego warunki. Nawet spacerując po parku, niby zwalniam jednak słyszany w oddali hałas samochodu, skutecznie przypomina mi, gdzie jestem.
Czy to pesymizm, czy realizm?
Nie umiem wejść na taki sam poziom odczuwania co na łonie natury. Dużo rzeczy mnie rozprasza. Generalnie zawsze łatwo mnie przestymulować. Zwykłym światłem a co dopiero takim pomnożonym przez milion i hałasem jak z toru formuły 1.
Wiesz, dlaczego dziś o tym piszę? Bo mi brak tej mojej częstotliwości. Bardzo! Ale to dobrze, bo to czego nam brakuje, pokazuje nam również, czego potrzebujemy najbardziej.

Dla mnie jest to jakość. Wysoka jakość! Nikt inny mi jej nie da. Sama muszę ją wytworzyć. Bez wzglęu na miejsce, w którym w danym momencie jestem. Bo nic nie jest na zawsze, ale z tych małych chwil zbudowane jest nasze życie,

Więc bez względu na to czy jestem w mieście, czy w górach. Otoczona lasem, czy tramwajami. Ciszą czy zgiełkiem. Raduję się. Bo serce me bije, tak mocno jak Radara! Bo mam dwie ręce, nogi, zdrowe piękne ciało! Bo mam możliwości! Bo mogę pokolorować mój dzień, takimi kredkami jak chcę! Sprawić, by moje życia było wybieraniem tego co dla mnie wartościowe i jakościowe. A zaczyna się od myśli. Od podejścia. Od przebłysku w głowie, który jest albo dla mnie jakościowy, albo nie.
Skoro nie jestem ubezwłasnowolniona. Mam wybór i chcę wybierać dobrze!
Więc…
Wstaję rano, patrzę w lustro, uśmiecham się i witam z moją duszą ukochaną. Wychodzę z domu, radośnie witam sąsiada, kłaniam się słońcu i niebu. Ślę pozdrowienie wronie na drzewie!
Z radością wdycham zapach piekarni. Czuję pod stopami, jak miasto do życia się budzi. Ach ta wibracja te dźwięki, zapachy. Cywilizacja! Nie dam się jej, ale doceniam. Dziś kontempluje, nie galopuje. Pęd mej magi nie zatruje. Bo nie po to czuję, by zamiast „BIORĘ”, wciskać „REZYGNUJĘ”.

.

.

z miłością

 

Karolina


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *