Wczoraj spotkałam się z przyjaciółką w okolicznościach wewnątrzustrojowego
cierpienia. Cierpienia po rozstaniu…

czym jest szczęście w związku

Cierpienia, które dopadło mnie w chwili słabości, jak wypuszczony na wolność, łaknący zniszczenia demon. 
Zanosiłam się płaczem, a ona chcąc mnie pocieszyć, powiedziała: „przecież nie byłaś szczęśliwa”. Dotknęło mnie to. Zaczęłam się zastanawiać, czym jest szczęście. Co to znaczy być szczęśliwym w związku? Doszłam do wniosku, że szczęście to pojęcie względne. Dla każdego jest czymś innym.
Jedna osoba potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, druga częstego dzikiego seksu. Kolejna uwielbia spędzać czas tylko z najbliższą osobą, inne pary najlepiej z bliską osobą czują się w centrum wydarzeń – w grupie. Znam parę, która żyje w celibacie, bo oboje nie potrzebują seksu. Znam parę, która żyje w otwartym związku, bo on ma większe potrzeby niż ona, ale kochają się i są swoimi najlepszymi przyjaciółmi i dogadują się lepiej niż pozornie dobrane, które znam. Osoby, które mieszkają od zawsze osobno, czy takie w związkach na odległość.
Każda z wymienionych osób jest szczęśliwa, bo partner zaspakaja jej najważniejsze potrzeby.
Najważniejsze! Bo nawet superman nie ma mocy zaspokojenie wszystkich potrzeb drugiej osoby. Każdy wchodzi w związek, by w nim wzrastać, by dawać to, co ma najpiękniejszego do zaoferowania i otrzymywać, to czego sam sobie nie może dać. Czym jest szczęście w związku dla mnie, a czym dla niego? Czym dla Ciebie? Każdy z nas potrzebuje zupełnie czegoś innego i z każdym partnerem ta uczuciowa mieszanka będzie wyglądała inaczej.
Szczęśliwa jest kobieta, która ma wygodną sytuację finansową, bo jej mężczyzna ciężko pracuje, by dać jej dostatek i stworzyć wygodny, bezpieczny dom. Szczęśliwa jest też ta, której partner bierze na siebie odpowiedzialność za opiekę nad dziećmi, troszczy się o dom, dbając o potrzeby najbliższych, gdy ona spełnia się zawodowo.
Czym jest szczęście w związku dla mnie?
Tym, że on zarabia, sprząta, pieści? Tym, że spędzamy razem czas? Wychodzimy do: znajomych, kina, teatru? Tym, że jedziemy razem na wymarzone wakacje? Że mamy wspólne pasję, jesteśmy kreatywni, razem lepimy z gliny czy malujemy? Czy szczęście to zamiłowanie do filmów Sci-Fi i czas na ich oglądanie?  A może wspaniały pełen pasji i czułości seks? Albo wspólne marzenia, chęć posiadania rodziny, mieszkania za miastem, zamiłowanie do ciszy i spokoju?
Nie!
To wszystko są ważne i przyjemne rzeczy. Tylko to nie ich potrzebuję do szczęścia. Bo tak, chciałabym pojechać z moim partnerem na wymarzone wakacje, ale czy tylko one sprawią, że będę szczęśliwa? Może mi być przykro, że on nie ma na nie czasu, ochoty, możliwości, ale to, że mi przykro nie znaczy, że przestane być szczęśliwa w związku. Bo jestem w związku z nim dla rzeczy ważniejszych niż wspólne wakacje. Czym jest szczęście w związku?
Dla mnie szczęście to poczucie, że jestem ważna.
Że bliska mi osoba liczy się z moim zdaniem, chce ze mną iść przez życie, dzielić się smutkami i radościami. Ufa mi na tyle, by się przede mną otworzyć. Słucha mnie, a ja słucham jego. Czuje się obok tej osoby jak w domu. Tak czułam się obok niego. Gdy trzymał mnie w ramionach, cały świat mógłby nie istnieć. Czułam się szczęśliwa, miałam motyle w brzuchu, czułam, że pokonamy razem nasze smoki i demony, bo ja mam jego, a on ma mnie, znamy się i ufamy i razem stawimy czoła złu. Byłam szczęśliwa, bo zbudowaliśmy bardzo mocny FUNDAMENT. Podstawę, na której mogliśmy oprzeć wspólne życie, która trzymała nas blisko siebie w momentach konfliktu. Fundament się zawalił. Chciał być czymś więcej niż podłogą, chciał dotknąć nieba.
Zabrakło uwagi i energii, by go zadaszyć.
Nie udało się. Czy jestem szczęśliwa? Nie. Jestem rozgoryczona i smutna! Czy byłam szczęśliwa? TAK!!!!
Byłam bardzo. Za każdym razem, gdy z miłością, patrzył się w me oczy, gdy słuchał, pamiętał, głaskał, gilgotał, pieścił, złościł się i starał.
Starał się być coraz lepszy dla mnie, a ja dla niego. Oboje rozwijaliśmy się w tym uczuciu. Uczyliśmy się siebie. Gdy czułam się ważna, mogłam góry przenosić, rozumiałam różnicę, nasze potrzeby, charaktery, pokonywałam trudności. Mimo że nie raz było mi przykro, że „nie robimy razem, tego, co ja chcę„.
Mogłam się złościć, tupać nóżkami, jak rozkapryszony bachor, ale szybko mi przechodziło i nie zamieniłabym czasu spędzonego z nim na żaden inny. Ponieważ dawał mi prawdziwego szczerego siebie i się starał. Ponieważ patrzył na mnie, a ja czułam, że jestem dla niego ważna. To zapamiętam.
Szczęście zmieniło się w gorycz, gdy uczucie w oczach zgasło. Starania opadły. Z osób sobie najbliższych staliśmy się obcy. Koniec związku to nie tylko smutek i gorycz – to żywa, piękna uskrzydlająca miłość, za którą stały dwie piękne, żywe osoby. Miłość, za którą jestem wdzięczna, te wspomnienia i doświadczenia zostaną we mnie na zawsze.
Każdy związek z biegiem czasu ewoluuje. Potrzeby się zmieniają, umiejętność dawania się zmienia.
Coś, co działało na jednym podłożu, może mieć problemy na innym. Ludzie mają kryzysy, gdy pojawiają się dzieci, gdy ktoś bliski umiera, gdy zmienia się miejsce zamieszkania, traci, zyskuje prace, kiedy pojawia się choroba….
Każda mała rzecz na nas oddziałuje i to, że nie jesteśmy szczęśliwi teraz, nie znaczy, że nie byliśmy kiedyś. Mamy nasz świat, do którego dopuszczeni byliśmy tylko my dwoje. Mamy wspaniałe wspomnienia i to nieuchwytne coś, co nas połączyło i ładując baterie każdego dnia. Byliśmy dla siebie realnie obecni.
Gdy nasze ograniczenia nas dopadły i przestaliśmy się starać, zaczęły się kłopoty, których nie przezwyciężyliśmy.
Ktoś może powiedzieć „to nie było to”, że czegoś zabrakło. Tak, zabrakło, gdyby wszystko funkcjonowało dobrze, nie rozpadłoby się. Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby i możliwości. Każdy daje tyle ile może. Bo ja kochałam i on kochał, ale czasami miłość to za mało.
Związek to ciężka, nieustająca praca. Przestajesz być uważny, zakładasz ciepłe kapcie „bo jest fajnie i wygodnie” a on wyślizguje Ci się z rąk.
Pięknie o problemach w związku pisze Patryk Wójcik na blogu Architektura Sukcesu, pozwolę sobie zacytować kawałek, z jednego artykułu, może was zainteresuje i później przeczytacie całość „Problemy pojawiają się, gdy zaczynacie żyć obok siebie, a nie ze sobą. Macie coraz mniej czasu dla siebie. Wiele osób nawet wierzy, w to, że związek sobie po prostu będzie […]„. Związek może sobie po prostu być, ale czy to jest szczęście?
Czy decydując się na bycie w takim układzie, będziecie szczęśliwi? Nie wiem. Wiem, że staranie i uwaga na drugiego człowieka są sprzymierzeńcami szczęśliwych par.
z miłością
Karola

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *